Dokument (pakt obronny) ten można określić także współczesnym „cyrografem”, bo jego treść i tryb procedowania budzą najpoważniejsze zastrzeżenia. Ministerstwo Obrony Narodowej potwierdziło istnienie zaawansowanych prac nad tym porozumieniem, wskazując na nadchodzące miesiące jako termin finalizacji, co zbiega się z alarmującymi doniesieniami o ekspresowym tempie prac międzyresortowych, które dawało innym resortom zaledwie dziesięć dni na zgłoszenie uwag. Taki tryb procedowania kluczowego dla bezpieczeństwa państwa dokumentu sugeruje chęć uniknięcia szerokiej debaty publicznej i merytorycznej analizy skutków długofalowych, co w demokratycznym państwie prawa jest praktyką niedopuszczalną.
Kluczowym elementem kontrowersji jest próba obejścia konstytucyjnych wymogów ratyfikacji umów międzynarodowych poprzez manipulację nazewnictwem. Zgodnie z artykułem 133 Konstytucji RP, umowy międzynarodowe wymagają ratyfikacji, co wiąże się z koniecznością uzyskania podpisu Prezydenta. Tymczasem operowanie terminem „dokument” zamiast „umowa” wydaje się być celowym zabiegiem prawnym, mającym na celu wykluczenie głowy państwa i Sejmu z procesu decyzyjnego. Jest to mechanizm skrajnie niebezpieczny, tworzący polityczną „szarą strefę”, w której zobowiązania państwa powstają poza kontrolą demokratyczną i prawną. Podobne obawy dotyczą strony niemieckiej, gdzie Bundestag, na mocy tamtejszej ustawy zasadniczej, również powinien ratyfikować tego typu porozumienia, co stawia pod znakiem zapytania legalność i trwałość całego przedsięwzięcia po obu stronach Odry.
Merytoryczna zawartość projektowanego porozumienia budzi równie wielki niepokój, szczególnie w punktach dotyczących swobody tranzytu wojsk niemieckich przez terytorium Polski oraz wymiany wrażliwych informacji wywiadowczych. Umożliwienie obcym wojskom niemal nieograniczonego przemieszczania się po kraju bez każdorazowej zgody organów państwowych może być postrzegane jako dobrowolne zrzeczenie się części atrybutów suwerenności terytorialnej. Dodatkowo zapisy dotyczące współpracy przemysłów zbrojeniowych rodzą obawy o asymetrię korzyści, w której polskie firmy mogłyby zostać sprowadzone do roli podwykonawców prostych komponentów, podczas gdy kluczowe technologie i zyski pozostawałyby po stronie niemieckiej. Istnieje realne ryzyko, że pod płaszczykiem europejskiej solidarności obronnej dochodzi do budowy układu, w którym polski potencjał jest wykorzystywany instrumentalnie do realizacji interesów Berlina, przy jednoczesnym osłabieniu własnych zdolności strategicznych.
Oceniając sytuację, należy stwierdzić, że forsowanie polsko-niemieckiej umowy obronnej w obecnym kształcie i trybie jest działaniem uderzającym w powagę państwa polskiego oraz zasady konstytucyjne. Tworzenie zobowiązań międzynarodowych na drodze pozaprawnych „karteluszek” i omijanie najważniejszych instytucji ustrojowych prowadzi do osłabienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej, czyniąc zawarte układy łatwymi do podważenia w przyszłości. Zamiast transparentnego wzmacniania bezpieczeństwa regionalnego, mamy do czynienia z zakulisowymi grami, które budują nieufność i mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Konieczne jest wypracowanie głębokiej strategii prawnej i politycznej, która przywróci kontrolę parlamentarną nad procesem integracji wojskowej, uniemożliwiając obchodzenie konstytucyjnych bezpieczników wolnej Polski. Bez pełnej legitymacji prawnej i społecznej każde takie porozumienie pozostanie jedynie kruchym dokumentem, pozbawionym realnej mocy i autorytetu.