Podczas spotkania ministrów spraw wewnętrznych krajów niemieckojęzycznych w Luksemburgu federalny minister Alexander Dobrindt (CSU) oraz jego luksemburski odpowiednik Léon Gloden (CSV) uzgodnili likwidację stacjonarnego posterunku kontroli granicznej na autostradzie A64 w rejonie „Dicke Buche” / Markusberg pod Trewirem. Od początku maja 2026 roku kontrole stacjonarne zostaną zastąpione mobilnymi patrolami Bundespolizei.

Zaledwie dzień wcześniej, 27 kwietnia 2026 roku, Sąd Administracyjny w Koblencji wydał orzeczenie, które uderza w fundamenty niemieckiej polityki granicznej. W sprawie wniesionej przez profesora prawa Dominika Brodowskiego z Uniwersytetu Saary sąd uznał, że niemiecka kontrola tożsamości przeprowadzona w czerwcu 2025 roku na granicy z Luksemburgiem była niezgodna z prawem unijnym.

Orzeczenie to nie jest jeszcze prawomocne, a minister Dobrindt natychmiast zapowiedział apelację, bagatelizując wyrok jako „decyzję w sprawie indywidualnej” i podkreślając, że jedynie Trybunał Sprawiedliwości UE może ostatecznie rozstrzygać o zgodności takich działań z przepisami Schengen. Luksemburg powitał jednak wyrok z satysfakcją, wskazując, że argumentacja sędziów pokrywa się z zarzutami, jakie kraj ten złożył wcześniej do Komisji Europejskiej.

Kluczowym elementem orzeczenia jest całkowite podważenie podstawy, na jakiej Berlin uzasadniał przywrócenie kontroli wewnętrznych od września 2024 roku. Rząd federalny powoływał się na „kryzys migracyjny”, który rzekomo uniemożliwiał sprawne funkcjonowanie państwa. Sąd w Koblencji uznał tę argumentację za pozbawioną rzetelnych dowodów.

Podkreślono, że proces migracyjny trwa nieprzerwanie od 2015 roku i nie ma charakteru „nagłego, nieprzewidzianego zdarzenia” („sudden event”), co jest niezbędnym warunkiem czasowego zawieszenia reguł Schengen. W 2024 i 2025 roku Niemcy dysponowały pełnym potencjałem administracyjnym, by radzić sobie z napływem migrantów w ramach standardowych procedur. Zamiast jednorazowego kryzysu mamy więc do czynienia z długotrwałym zjawiskiem, które w momencie wprowadzania ostatnich restrykcji raczej się stabilizowało, niż eskalowało.

Szczególnie kompromitujący dla niemieckiej administracji jest brak jakiejkolwiek rzetelnej dokumentacji. Sąd wytknął, że decyzje o tak daleko idących skutkach dla milionów obywateli UE podjęto bez przedstawienia twardych danych dotyczących liczby wniosków azylowych, wydolności samorządów, sytuacji w szkołach czy placówkach opiekuńczych.

Cała argumentacja opierała się na ogólnikowych „wrażeniach” i politycznych deklaracjach, bez „kein Nachweis” – czyli bez jakiegokolwiek dowodu w postaci dokumentów. Podobny brak transparentności dotyczy procedur readmisji osób do krajów sąsiednich, w tym Polski, gdzie przekazywanie migrantów odbywa się często na podstawie arbitralnych decyzji służb, bez należytej dokumentacji.

W konkluzji sąd stwierdził brak podstawy prawnej do legitymowania i identyfikowania osób na granicach wewnętrznych UE. To bezpośrednie naruszenie unijnych swobód przemieszczania się. Państwo o największej sile ekonomicznej i politycznej w Unii ignoruje orzeczenia sądowe i zasady wspólnotowe, gdy te kolidują z jego bieżącą agendą.

Można odnieść wrażenie celowego siania niepewności i braku rzeczowości w debacie publicznej, co maskuje nieskuteczność systemowych rozwiązań migracyjnych.