W sporze o długoterminowe finansowanie Ukrainy rośnie presja na Belgię zarówno z Brukseli, jak i z Moskwy. Unijny plan wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów budzi kontrowersje, grożąc eskalacją napięć.

Premier Belgii Bart De Wever blokuje decyzję, obawiając się odwetu Moskwy. Z kolei Komisja Europejska, pod wodzą Ursuli von der Leyen, naciska na szybkie rozwiązanie. Rosja ostrzega przed "bolesną reakcją". Ten konflikt ujawnia pęknięcia w europejskiej solidarności.

Od początku inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, UE i jej sojusznicy zamrozili rosyjskie rezerwy walutowe oraz prywatne aktywa o łącznej wartości około 210 miliardów euro. Większość z nich – blisko 185 miliardów – przechowywana jest w Euroclear, międzynarodowym depozytorze papierów wartościowych z siedzibą w Brukseli. Z tego około 140 miliardów euro pochodzi z rezerw Banku Centralnego Rosji, a reszta z prywatnych kont oligarchów i firm.

W październiku 2024 roku państwa G7 zgodziły się na wykorzystanie "nadzwyczajnych zysków" z tych aktywów, tzn. odsetek. Te fundusze dzielone są na dwa działy; wojskowy i gospodarczy, zapewniając Ukrainie bieżące wsparcie. Jednak jest to kropla w morzu potrzeb. Szacuje się, że Kijów wymaga nawet 100 miliardów euro rocznie na obronę w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat. Dlatego UE rozważa odblokowanie samych aktywów, by udzielić Ukrainie pożyczek, które miałyby być spłacone po wojnie – ewentualnie z rosyjskich reparacji.

Na ostatnim szczycie UE w Brukseli Belgia zablokowała porozumienie. Mały kraj, stanowiący zaledwie 2,6 proc. populacji UE, gra kluczową rolę – nie tylko jako gospodarz instytucji unijnych, ale i strażnik tych miliardów.

Belgijski premier Bart De Wever nie ukrywa frustracji.

"Trochę więcej pewności prawnej byłoby pomocne – bo to może stać się bardzo, bardzo, bardzo drogie" – oświadczył. Argumentuje, że brak solidnej podstawy prawnej do konfiskaty aktywów naraża Belgię na procesy sądowe. Jeśli Rosja wygra w międzynarodowym trybunale, Bruksela musiałaby zwrócić miliardy – a koszty nie spadną tylko na to jedno państwo. De Wever domaga się solidarności od UE. "Jeśli w ogóle, to wszyscy musimy działać razem. W przeciwnym razie Belgia stanie się jedynym celem rosyjskich kontrsankcji, które mogą być bardzo rozległe: mogą skonfiskować belgijskie firmy w Rosji lub zamrozić nasze aktywa".

Belgia obawia się nie tylko strat finansowych, ale i bezpośredniego odwetu. Rosja mogłaby zaatakować belgijskie interesy gospodarcze w swoim kraju, co uderzyłoby w sektor energetyczny czy farmaceutyczny. Jako siedziba Euroclear, Belgia jest de facto gwarantem tych środków, co czyni ją głównym celem. Eksperci ostrzegają, że taki krok podważyłby zaufanie do europejskiego systemu finansowego – kto chciałby trzymać aktywa w UE, jeśli mogą być dowolnie skonfiskowane?

Von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, nie ustępuje.

"Opracowujemy różne opcje. Szanujemy europejskie i krajowe prawo, pracując nad tym" – zapewniła po szczycie. Do 18 grudnia Komisja ma przedstawić konkretne propozycje, unikając konfrontacji, ale podkreślając, że to "najskuteczniejsze rozwiązanie" dla miliardów na pomoc Ukrainie. Unijna dyplomacja gra na czas, szukając konsensusu wśród 27 państw członkowskich – zadanie trudne, gdy interesy narodowe kolidują z solidarnością.

Rosja nie pozostawia wątpliwości co do swej postawy. Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji Maria Zacharowa powiedziała: "Każda próba grabieży rosyjskich aktywów nie pozostanie bez odpowiedzi i będzie miała poważne konsekwencje". Kreml nazywa plan UE "nielegalnym rabunkiem" i zapowiada "bolesną reakcję", która mogłaby objąć kontrsankcje gospodarcze, cyberataki czy nawet eskalację militarną. W kontekście trwającej wojny, takie groźby brzmią jak preludium do nowej fazy napięć.