Schleswig-Holstein to pierwszy land w Niemczech, który zerwał z amerykańskim gigantem technologicznym Microsoftem. Ambitny plan uniezależnienia administracji publicznej od amerykańskich koncernów IT miał być symbolem suwerenności cyfrowej.

Dla Niemiec cyfrowa suwerenność to część nowej polityki, wprowadzanej po wyborach Donalda Trumpa w USA. W Niemczech administracja i Bundeswehr, szkoły i urzędy masowo przechodzą na Linux, Nextcloud, LibreOffice i OX App Suite.

Decyzja, by zastąpić oprogramowanie Microsoftu, w tym popularne Outlook i Excel otwartymi rozwiązaniami źródłowymi, jak Open-Xchange (OX) do e-maili, pochodzi od rządu landowego Daniela Günthera (CDU).

"Chcemy być cyfrowo suwerenni, wolni od dyktatu korporacji" – głosił Günther. Schleswig-Holstein ma stać się pionierem w Europie, inspirując inne kraje do podobnych kroków.

Od kilku tygodni land Schleswig-Holstein zmaga się z falą technicznych problemów. E-maile nie dochodzą do adresatów, mieszają się konta, a programy padają w kluczowych momentach. Najgorszej jest w landowych sądach i prokuraturze, gdzie sprawy wymagają szczególnie precyzyjnej komunikacji. Wprowadzenie elektronicznych akt w sprawach karnych (E-Akte) miało usprawnić pracę, ale zamiast tego pogłębiło chaos.

"Nie możemy nawet odczytać ważnych wniosków, co prowadzi do utraty dowodów w poważnych przestępstwach"

– skarżą się sędziowie w otwartym liście do landowego ministra cyfryzacji Dirka Schrödttera (CDU). W jednym przypadku reaktywowano stare faksy, by zapewnić ciągłość korespondencji. "Jesteśmy dumni, że możemy polegać na faksach, które ledwo wyrzucono na śmietnik" – żartują pracownicy. "To krok wstecz o dekadę" – komentuje anonimowy urzędnik.

Problemy nie ograniczają się do awarii. Długofalowo spadnie akceptacja dla zmian cyfrowych wśród personelu, który i tak jest przeciążony praca. W landzie, gdzie administracja zatrudnia tysiące osób, sytuacja grozi klęską.

Sytuacja eskalowała do tego stopnia, że 7 listopada wieczorem w landowym urzędzie w Kilonii doszło do tajnego spotkania. Uczestniczyli w nim prezydenci sądów, generalny prokurator oraz sam Dirk Schrödter – nie tylko minister cyfryzacji, ale też szef kancelarii landowej. Spotkanie, początkowo utrzymywane w sekrecie, stało się szybko głośnym skandalem. Atmosfera była napięta. Sędziowie i prokuratorzy zarzucali Schrödterowi niedostateczne planowanie.

"Zmiana na open-source nie została przemyślana, a problemy zrzucane na barki pracowników"

– wybrzmiały zarzuty. Wskazywano także na poważne ryzyka bezpieczeństwa, bo arcywrażliwe dane są narażane bezmyślnie na wyciek. Schrödter, początkowo broniący się hasłem "każdy musi zaakceptować zmiany", ugiął się pod presją i obiecał poprawę. W osobistym liście do pracowników minister przeprosił: "Wiem, że ostatnie tygodnie były trudne. Nie wszystko poszło gładko, co kosztowało czas i nerwy. Za to przepraszam". To rzadki gest pokory w polityce, ale czy wystarczy? Günther, premier landu, osobiście interweniował, by uniknąć większego skandalu.