Grupa E6 - nieformalny klub sześciu największych gospodarek Unii Europejskiej Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Holandii i Polski. E6 może być postrzegana jako mechanizm, który poprzez reformy finansowe i cyfrowe technologie umacnia władzę silnych nad słabszymi członkami Unii. Na podstawie wywiadu rumuńskiego ministra finansów Alexandru Nazare oraz protokołów spotkań ECOFIN, jak E6 łączy finanse z obronnością, suwerennością i cyfrowym euro.

E6 powstała jako niemiecka odpowiedź na stagnację UE, zainspirowana raportem Draghiego z 2024 roku o potrzebie przyspieszenia reform kapitałowo-gospodarczych w Unii. Jak podkreśla niemiecki minister finansów Lars Klingbeil po lutowym spotkaniu ECOFIN, grupa ma "przyspieszyć unię kapitałową, w tym unię oszczędności i inwestycji", by "wzmocnić suwerenność Europy". Klingbeil, we współpracy z francuskim ministrem Rolandem Lescure, zainicjował E6, by rozwiązywać problemy jak integracja rynków kapitałowych i obrona.

- Chcemy rozwiązań dla całej Europy.

Praktyka pokazuje co innego. E6 omija procedury UE i Parlament Europejski, gdzie mniejsze kraje mają głos, tworząc "dwubiegunową Unię" - jak to określa Nazare, który jest politykiem Partii Narodowo-Liberalnej, która z kolei jest członkiem tej samej europejskiej frakcji co Koalicja Obywatelska, czyli EPL.

Rumuński minister popiera E6, widząc w nim jednocześnie narzędzie przyspieszenia pakietów kapitałowych. "Jeśli format unii dwóch prędkości przyspieszy niektóre kierunki, to ma to sens" - mówi, podkreślając jednocześnie, że nikt nie powinien być zostawiony w tyle. W rzeczywistości jednak, E6 koncentruje decyzje w rękach sześciu państw, marginalizując resztę. W kontekście napięć w UE, gdzie "wszystko trzeszczy" - jak opisują media - grupa E6 wzmacnia dodatkowo podziały, faworyzując bogate centrum kosztem peryferii.

Kluczowym narzędziem E6 są euroobligacje, promowane jako sposób na inwestycje w AI i inne sektory.

- To pokrywa potrzeby inwestycyjne w kluczowych obszarach, jak sztuczna inteligencja.

- argumentuje Nazare, odwołując się do NextGenEU. "Made in Europe" ma zapewnić "autonomiczną strategię" i przekierować 300 mld euro oszczędności z zagranicy do Europy.

To brzmi obiecująco, ale w rzeczywistości może być odczytywane, jako swego rodzaju "mechanizm ucisku". E6, skupiając potęgę finansową, decyduje o alokacji tych środków, wzmacniając asymetrie. Bogate kraje, jak Niemcy, zyskują, podczas gdy biedniejsze zależą od prywatnych firm jak Palantir czy Accenture, które kształtują operacje bez odpowiedzialności politycznej.

[Autor Aleksandra Fedorska jest dziennikarką Tysol.pl oraz licznych polskich i niemieckich mediów]

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co to oznacza dla Polski?" i FAQ od Redakcji]

Pytaniem zasadniczym jest oczywiście, co to oznacza dla Polski, ale tego właściwie nie wiadomo, choć tajemnica jaką owiane są, w tym zakresie, intencje sygnatariuszy, musi budzić niepokój.

- Dla nas bardzo istotne jest, że jesteśmy w tym formacie dyskusji, ale zależy nam na tym, aby po pierwsze wypracowywać konkretne rozwiązania, a po drugie nadawać tempo pracom Komisji Europejskiej. My chcemy ambitnych zmian, ambitnych reform. Nie ma czasu do stracenia.

- mówił po spotkaniu ministrów finansów Grupy E6 16 lutego minister finansów Andrzej Domański. W kontekście planów centralizacji UE zagrażających suwerenności państw członkowskich i pozostających w sprzeczności z traktatami, brzmi to wręcz groźnie.

- Dla Polski oznacza to stopniowe wciąganie w system w którym Warszawa - nawet jako formalny uczestnik - pozostałaby marginalnym i ostatecznie zbędnym partnerem. W przeciwieństwie do istniejących ram traktatowych, gdzie Polska przy sprzyjających warunkach politycznych może budować skuteczne koalicje, struktura E6 drastycznie ograniczyłaby taką przestrzeń manewru Wciągnięcie Polski do formatu E6 jest de facto planem jej neutralizacji poprzez uwikłanie. W ramach E6, jej agendy w finansach, obronności, rynkach kapitałowych, surowcach, energetyce i polityce przemysłowej byłyby wstępnie negocjowane w tym wewnętrznym kręgu, z decydującym wpływem Niemiec i Francji, a następnie narzucane całej UE-27 jako punkt wyjścia.